Styczeń minął zanim się obejrzałam , wykorzystałam go na drobne naprawy domowe tudzież przeróbki ciuchowe . Grzebiąc w szafach przy tej okazji wygrzebałam stare kiecki ,które swego czasu uszyłam na przeróżne karnawałowe okazje , czas odpowiedni , tak więc powspominam sobie co ja wtedy na grzbiecie nosiłam Uprzedzam ,że dawno to było bo w większości suknie pełnoletniość mają już dawno za sobą , więc i trendy modowe zmieniły się diametralnie , za to można się pośmiać zwłaszcza z tej kraciastej ... tadam ! Lata 90 -te .
Na usprawiedliwienie mam jedynie to ,że w czasach gdy ją szyłam nie było jeszcze takiego wyboru materiałów jak dzisiaj , a zostawiłam , bo materiału sporo ,może jeszcze się przyda na przykład na ...ozdoby bożonarodzeniowe ...☺
Chyba odziana w nią ,wypisz ,wymaluj robiłam za frywolną żonę świętego Mikołaja ☺☺☺
Kolejna kiecka to część niewidoczna poprzedniej , pod kraciastą spódnicą miałam halkę z czarnej tafty z niej po pewnych przeróbkach powstała spódnica ...
plus połyskujący top , w ten sposób miałam w co się ubrać na kolejny bal .
Trzecia sukienka , to właściwie też trzecia już wersja po przeróbkach , Na początku była to prosta tunika z długim rękawem z gipiury i spódnica z szyfonu , po jakimś czasie tunikę przerobiłam na krótkie bolerko ...
Trzecia ostateczna wersja to sukienka na ramiączkach , jej już chyba nie przerobię , za długo siedziałam nad nią , zszywając ręcznie kawałki gipiury by dopasować wszystko do sylwetki .
I tak wiszą w szafie , czekając na lepsze czasy , gdy odkryje się je na nowo , może przez córkę , a może przez następne pokolenia gmerające w szafie babci ☺
Ostatni raz ,chyba 8 lat temu , siedziałam nad wymagającą kreacją dla Tuśki , pewnikiem na tapecie był Disnejowski Aladyn , bo padło na nie byle jaką księżniczkę ... Dżasminę .
Obszywanie wszystkich dodatków trwało wieki , opaska , buciki obszyte satyną i cekinami , woalka , ręczne podwinięcia szyfonu ... moja cierpliwość wystawiona była na ogromną próbę , za to radość dziecka bezcenna , pamiętam jak dziś , jej uśmiech na widok gotowego kostiumu .
Kolejne wspomnienia ,zapakowane w walizkę czekają na odkrycie przez następne pokolenia .
Teraz porywam się szyciowo raczej na prostsze projekty , ostatnio szyłam sobie spódnicę z cienkiej wełenki . Bardzo prosta w uszyciu ,może nie sprawia takiego wrażenia ale uwierzcie mi na słowo , całe zamieszanie na dole robią podpięcia .
Nawet nie wiem kiedy się tu znowu pojawię , bo i mnie dopadło przeziębienie , snuję się po domu jak zombi , wyglądam tak samo , właśnie zahaczyłam na dłużej twarzą o lustro i mnie przytkało , obraz nędzy i rozpaczy . Pomijając chorobowe efekty specjalne na mojej twarzy, w postaci czerwonego nosa i zapuchniętych oczu , to potrzebuję natychmiastowego gruntownego serwisu . Może macie jakieś przepisy na maseczki ,które zapobiegają efektom wieloletniej grawitacji skóry na twarzy i tak zlegnę , równie dobrze mogę leżeć z jakąś mazią na twarzy , chyba ostatni moment ,żeby ratować ...cokolwiek ! ☺☺☺
Wszystkich zerkających do Jagodowego pozdrawiam ciepło i do miłego !