24 września 2010

Tytuł ??? Za długo mnie nie było ,żeby ten hurt jakoś nazwać!

Żyję !!! Wiem , wiem , zaniedbałam blog , obiecuję poprawę . Po tak długiej nieobecności , nawet nie wiem od czego zacząć ? Pewnie najlepiej będzie pokazać to , co w ostatnim czasie mnie zajęło . Na dobry początek jesienny bukiet jako dodatek do przeprosin , za tak długie zaniedbanie blogowania.
Po drugie dostałam wiele maili z pytaniami o drukowanie na płótnie , tak więc powtórka z rozrywki. Postaram się pokazać to jasno , zwięźle i zrozumiale.
Na kartkę z bloku technicznego naklejamy taśmę dwustronnie klejącą .

Przyklejamy do niej płótno , w moim przypadku była to cienka surówka.
Materiał należy starannie naciągnąć i wyrównać z brzegami kartki .
Tak przygotowaną kartkę z przyklejonym materiałem wsuwamy w drukarkę , płótnem do dołu. Można na początku drukowania delikatnie ją popchnąć by załapała ją drukarka . Proste!
I wydruk gotowy!
Nic więcej nie dodam ! A tak na marginesie ,zachęcam do samodzielnego eksperymentowania . Monika ( TUTAJ ) drukowała na jedwabiu , czyli można. Ja drukowałam na prostej drukarce ,a Myszka w komentarzach napisała , że na laserowej też drukuje . W poprzednim poście jest akurat o zabezpieczaniu płótna z nadrukami medium i werniksem , oczywiście robi się to po wydrukowaniu i wyschnięciu tuszu. Tak więc kurs z nadrukiem uważam za ukończony!
Wiecie już co mnie tak zajęło? Oczywiście ... las pochłonął mnie całkowicie . Pazerność na grzyby wyłaziła mi wręcz bokami , w zeszłym roku ,w tym temacie posucha była straszna , zatem zrobiłam zapasy chyba na dwa lata . Do spacerów po lesie nikt nie musi mnie namawiać , cała przyjemność po mojej stronie !
Zaczynają się suszyć ...
zapasy już wysuszonych...
w międzyczasie do suszenia załapały się również hortensje.


Trwała też produkcja słoikowa , pasteryzowane do sosów i zup , w occie na zaostrzenie apetytu.
Oczywiście koniecznie ugotować trzeba było jedną z ulubionych zup mojego dziecka , na świeżych grzybach z dodatkiem suszonych dla dodania większego aromatu .
Jak widać jesienne przygotowania do zimy nie kończą się tylko i wyłącznie na przetwórstwie leśnych zdobyczy , powstają jeszcze nalewki Tutti-frutti ,czyli mix owocowy , wiśniowo- porzeczkowo- malinowo -brzoskwiniowo-jerzynowy.
Likier malinowy i konfitury z malin i cukinii ( o tej ostatniej , więcej w następnym poście )

Mały przerywnik...ostatnio wyszperane drobiazgi , szczypce do kostek cukru , małe talerzyki w sam raz pod mini dzbanuszki i następna metalowa pokrywka , która dopasowała się do kolejnego naczynia.
Jak na razie ogłaszam sobie kuchenną przerwę do następnego tygodnia , tak więc żegnamy reklamy...hi hi ... i kuchenne klimaty.
To teraz z innej beczki...wnętrzarskiej , rok szkolny rozpoczął nam się z lekkim poślizgiem , Tuśka miała przedłużone wakacje ,ale o wspomnieniach wakacyjnych będzie w następnym poście . Nie mogę sobie odmówić przyjemności zapodania choć małej części zdjęć z naszego wojażowania . Nie zabraknie oczywiście kilku zdobyczy-pamiątek do wystroju domu.
Ale ,ale jak szkoła to i plan lekcji ! Nie wiem jak u Was, ale w szkole Tusi cały plan zmieniany był już trzykrotnie , a i do dziś wprowadzane są drobne zmiany . Miałam dosyć przepisywania co chwilę całości , dlatego wymyśliłam coś takiego .
Kawałek deseczki , koronka , kartoniki , farba i baza pod plan gotowa . Teraz nawet jak przeskoczy jeden przedmiot na inny dzień tygodnia nie ma potrzeby przepisywania całości wystarczy poprawić , czy wymienić kartkę.
Najpoważniejszą jednak pracę ,jaką wykonałam w poprzednim tygodniu to fotel . Takim sprintem się za niego zabrałam ,że nie zdążyłam zrobić zdjęcia przed , opamiętałam się dopiero po rozebraniu go ze starej tapicerki.
Fotel oszlifowałam do surowego drewna .
Następnie spatynowany , czyli pomalowany rozcieńczoną beżową farbą akrylową do drewna . Nadmiar farby po chwili usunięty gąbką . po wyschnięciu przetarty drobnym papierem ściernym i zabezpieczony kremem do woskowania.Nowa tapicerka i ....
aż pożałowałam ,że nie zostaje u mnie w domu.
Fotel był trochę nietypowym prezentem ślubnym , robionym na specjalne zamówienie panny młodej. Kiedy jakiś czas temu narzeczeni przyjechali zaprosić nas na ślub , szczególnie przyszłej pannie młodej spodobało się to co robię . Nieśmiało spytałam ,czy chciałaby taki nietypowy prezent . Zgodziła się i wkrótce ,już telefonicznie uzgadniałyśmy docelową kolorystykę mebelka .

Mam nadzieję ,że sprostałam jej oczekiwaniom , z uśmiechu na twarzy w momencie przekazania fotela wnioskuję ,że się udało.
Przed weselem , na szybko uszyłam sobie torebkę . Jakimś cudem w ostatniej chwili udało mi się dobrać buty kolorystycznie ( mniej więcej ) pasujące do sukni , o trafieniu w podobnym odcieniu torebki nawet nie marzyłam ... niewykonalne ! Ale i tak szczęście mi dopisało, trafiłam na satynę w identycznym kolorze co buty. Co prawda palce miałam pokłute od igły , więcej niż norma przewiduje przy ręcznych robótkach , no ale cóż... cierp ciało coś chciało ... modowe wyzwania bywają okrutne!
Model wyszedł taki trochę "Babciny "
Dziś załatwię jeszcze jedną sprawę , zostałam zaproszona przez kilka z Was do zabawy co lubię . Napisać o dziesięciu ????? Tych rzeczy jest tysiące ! A właściwie najważniejsze jest to ,że lubię ŻYCIE I LUDZI !!! Dzisiaj na ten przykład najbardziej lubię ptysie z bitą śmietaną , które w każdy piątek kuszą w tutejszej cukierni !!!
Trochę się wyłgałam taką odpowiedzią , ale przy okazji wydało się ...łasuch ze mnie jest! I już na koniec..... tak się akurat złożyło , ze jest to setny post ..... dodatkowo mijają dzisiaj 2 lata od momentu napisania pierwszego postu. W związku z tym , będzie malutkie Candy.
Na tę okazję zrobiłam jeszcze jedną tabliczkę , tylko od przyszłej właścicielki zależy jakie napisy na niej zaistnieją . "Plan lekcji" , " Plan tygodnia" , "Pamiętajnik" , a może tabliczka np. na drzwi z napisem wedle życzenia .
Do tego kilka nadruków na płótnie , zabezpieczonych werniksem ( tak zabezpieczone obrazki są sztywne)
Wystarczy wpisać się w komentarzach do 30 września , losowanie 1 października.
Pozdrawiam ,serdeczności ślę i do miłego!

17 sierpnia 2010

Torba plażowa .

Odkąd udało mi się drukowanie na płótnie , chciałam uszyć większą torbę przyozdobioną nadrukami. Do pełni szczęścia potrzebne mi jednak było zabezpieczenie obrazków przed spieraniem. O medium do tkanin słyszałam , lecz nigdy nie miałam z nim styczności ,próbowałam coś wyszukać w internecie ,niestety z mizernym skutkiem. Na szczęście Alizee podpowiedziała mi gdzie mam szukać , jeszcze raz dziękuję kochana . Po raz kolejny przekonałam się , że na pomoc w blogowym towarzystwie zawsze mogę liczyć !Zanim jednak zamówione medium do mnie dotarło , zakupiłam jedyny dostępny w Kaliszu podobny specyfik. No i jak to nieraz bywa ,przez przypadek okazał się doskonałym zabezpieczeniem dla nadruków zastosowanych na torbę , która jak wiadomo narażona jest na więcej ,niż np. poszewka na poduszkę.Ale od początku , po naniesieniu pędzelkiem werniksu , odczekałam aż płótno wyschnie i przeprasowałam go żelazkiem (..) przez papier do pieczenia. Werniks spowodował , ze płótno stało się dosyć sztywne , w sam raz do naszycia na grube płótno. Oczywiście nie byłabym sobą , gdybym nie przetestowała w jakim stopniu werniks zabezpiecza nadruk. Na początek ... z pewną nieśmiałością ...w letniej wodzie ...nic się nie stało , potem się rozkręciłam i kilka razy w płynie do prania ,wręcz brutalnie trąc i miętląc płótno w rękach ! I co ? Nie zeszło ! Teraz już ze spokojnym sumieniem mogłam ponaszywać nadruki na torby.

Po zastosowaniu medium do tkanin, płótno jest miękkie i miłe w dotyku , nadaje się na wszelkiego rodzaju poszewki i woreczki. Jak do tej pory nie przetestowałam jeszcze spieralności , czego oczywiście nie omieszkam uczynić . Dobrze koniec wywodów pralniczych , teraz o efektach szycia.
Pierwszą uszyłam dla siebie , torba miała być pojemna , typ plażowy , na ręczniki , kosmetyki i wszelkiego rodzaju przydasie , które ciągnie się ze sobą nad wodę. Efektownie wyszło , zatem mogłam ze spokojnym sumieniem rozwinąć produkcję i powstały jeszcze trzy przeznaczone na prezenty.

Moja w tematyce romantyczno -muzycznej.

Dwie torby niedługo będą się plażować , musiałam je jedynie zróżnicować by przyszłe właścicielki się nie myliły, wspólnie bycząc się na plaży ( już Wam zazdroszczę !) .

Jedna w tematyce podróży ....

druga mody.Trzecią podarowałam w prezencie urodzinowym mojej przemiłej sąsiadce , przez te 5 lat mieszkania obok siebie zdążyłyśmy się zaprzyjaźnić , a jak wiadomo o dobrych sąsiadów trzeba dbać i hołubić ! Aneczko jeszcze raz ,wszystkiego naj, naj, naj !




Na tym produkcja prezentów się nie skończyła , powstała jeszcze rama na notatki dla pewnej nastolatki . Do kompletu trafił się zdobyczny stołek-kręciołek.



Listę kończy mały podnóżek , któremu oszlifowałam nóżki i dostał nową tapicerkę.



Zapomniałabym ....ostatnio dostałam sporo e-maili z pytaniem o motywy które drukowałam . Proszę bardzo ,ostatnio znalazłam jeszcze kilka stron :









Kończę , muszę przecież koniecznie zaciągnąć torbę na plażę ,po to ją szyłam .

Pozdrawiam serdecznie i do miłego!

2 sierpnia 2010

Były sobie skrzynki trzy...

Zawieruszyłam się troszeczkę , mam nadzieję ,że pamiętacie o mnie jeszcze ? Wakacje i ładna pogoda odciągnęły mnie na dobre od komputera , co jednak nie oznacza ,że nic nie robiłam . Przeciwnie ,upał chyba zrobił swoje i lekko otumaniona wysokimi temperaturami rozgrzebałam aż za dużo różnych prac , sama ciekawa jestem kiedy z tym wszystkim się wyrobię , pewnikiem dopiero po wakacjach. Ostatnio jednak ochłodziło się na tyle ,by zdrowy rozsądek powrócił (?)i dokończyłam prace przy małych przydasiach kuchennych , oczywiście wszystkie te rzeczy powstały z klamociarskich łupów .Na końcu postu ,dla zainteresowanych, etapy prac w mini galerii.

Pierwsza to zwykła skrzynka która była kiedyś opakowaniem wina ,dostałam ją z klamociarni w prezencie ,a ja ,jak wiadomo niczym co drewniane nie pogardzę ,bo może się przydać chociażby w elementach, jeżeli nie w całości . Wyrównałam brzegi , oszlifowałam , pomalowałam rozcieńczoną brązową farbą akrylową wodną ,przetarłam a na koniec pomalowałam lakierem bezbarwnym.
Po bokach dodałam dwa uchwyty pozostałe po renowacji mebli kuchennych. Wkład uszyłam z grubego płótna i obszyłam koronką.
Gabarytowo skrzynka dopasowała się idealnie do pokrywy maszyny do szycia, tak że mój chlebak uważam za ukończony !
Kolejna to skrzynka po piwie , na początku uległa totalnej destrukcji ,rozebrałam ją na części pierwsze by móc zmienić wyrzynarką kształt deseczek....możliwe , że mnie trochę poniosło i wycięta została bardziej ozdobnie niż na początku zamierzałam ,ale jak już się dopadłam do wyrzynarki ... wyszło trochę więcej drewnianych falbanek.
Po ponownym złożeniu do kupy ,pomalowana brązową rozcieńczoną farbą akrylową wodną na nią bezbarwna akrylowa wodna i na koniec biała rozcieńczona akrylowa wodna , nakładana metodą suchego pędzla. Po wyschnięciu całość przetarta papierem ściernym , dodałam mały motyw ozdobny ( gałązka oliwna ... przypomina ją trochą???) przetarłam i całość pomalowałam bezbarwnym lakierem akrylowym wodnym. Mam teraz w jednym miejscu wszystkie butelki z oliwami i octami.
W przerwie między skrzynkami pochwalę się trafieniem klamociarskim , porcelanowy pojemniczek na ścianę ,do którego idealnie dopasowała się wcześniej zakupiona metalowa pokrywka , fajny komplecik się stworzył.

Ostatni "wyrób " to obudowa po zegarze, trochę to rozwalone było , zegar zepsuty i jak tylko na nią zwróciłam uwagę , pomyślałam ,że można by było dorobić szufladki i wyjdzie niezła szafka na przyprawy. Wiązało się to ze sporą dłubaninką przy budowie szufladek ,na szczęście los mi sprzyjał i w krótkim czasie trafiłam na małe fajansowe pojemniczki na giełdzie ...hi hi hi ...ja to mam szczęście!
Co prawda pracy i tak miałam sporo , bo jedną szufladkę i tak musiałam zmajstrować a i otwory na pojemniki powycinać i ostatnie najważniejsze ,musiałam zwiększyć głębokość szafki by zmieściły się fajansowe pojemniki .

Całość postanowiłam pomalować i zrobić przecierki takie same jak na meblach kuchennych ,czyli ranty w miejscach przecierek pomalowałam na brązowo ,przeciągnęłam po wyschnięciu świecą i pomalowałam (kilka warstw ) pod kolor mebli, po wyschnięciu ranty przetarte papierem ściernym. Na koniec uchwyty do szufladki i na górze szafki by można było łatwo ją przenosić .


Ostatnio pozlewałam i filtrowałam nalewki sosnowe , ku zdrowotności a jakie dobre! Ciemniejsza jest z gotowanego syropu do którego dodałam spirytus . Jaśniejsza jeszcze lepsza, wyszła z pędów sosny które zostały mi po odlaniu syropu . Co się miało takie dobro marnować , pędy zalałam ponownie syropem z 0,3 l. wody i 2 szklanek cukru oraz 0,5 l. spirytusu ,stało do tej pory czyli dwa miesiące i uwierzcie mi piękny zapach i aromat a degustatorzy byli zachwyceni oryginalnym smakiem.
Produkcja się rozkręca ,nalewki z wiśni i brzoskwiń w tym roku też nie może zabraknąć.
Pozdrawiam wakacyjnie i do miłego !

1 lipca 2010

Losowanie + drukowanie na płótnie.

Bez zbędnej paplaniny ,obwieszczam wyniki losowania!!! Zamieszałam w koszyku i....tadam... koszulki na wieszaki polecą do Anne-Marie !Gratuluję. Zainteresowanie candy przerosło moje najśmielsze oczekiwania i dlatego postanowiłam troszkę poszerzyć asortyment wygranych...
o nadruki na płótnie obszyte koronką i gotowe do naszycia lub naklejenia .
Pierwszy zestaw wylosowany dla Green Canoe ....
drugi dla Kamilci! Mam nadzieję ,że spodobają Wam się te półprodukty i ozdobicie nimi samodzielnie woreczki ,poszewki na poduszki lub cokolwiek innego co Wam przyjdzie do głowy.
Teraz tylko poproszę o przesłanie na maila ( jagodowyzagajnik1@wp.pl ) namiarów bym mogła ,jak najszybciej przesłać Wam wygrane Candy.
A teraz opowiem o moich drukowankach ... będziecie się śmiać ... proszę bardzo ,należy mi się !Kilka dziewczyn na swoich blogach ,opisywało już sposób drukowania na płótnie .Zapamiętałam oczywiście ,że najlepiej materiał do kartki przylepić taśmą dwustronnie klejącą ,tylko że mi jej zabrakło a w wielkiej potrzebie byłam . W tym roku moje dziecko kończyło trzecią klasę w związku z czym dzieci zebrały na pożegnalny prezent dla swojej wychowawczyni . Jako matka udzielająca się miałam zadanie znaleźć odpowiedni podarunek , no i tak długo i zapamiętale szukałam czegoś ładnego ,że zapomniałam o opakowaniu ! Za gapiostwo trzeba płacić ,w przeddzień zakończenia roku szkolnego z tego co miałam w domu musiałam zrobić w miarę estetyczne opakowanie. Pomyślałam o torbie z nadrukiem, ale ta taśma ...człowiek w potrzebie wpada na różne pomysły... znalazłam Wikol i taśmę do podklejania materiału ... też można . Tylko jest mały problem, przy oddzielaniu kartki od materiału ...zostaje na płótnie trochę papieru!

Najważniejsze ,że się udało , przy okazji taśma do podklejania materiału też się przydała .

Przy jej pomocy ,nakleiłam obszyty koronką nadruk , uniknęłam w ten sposób efektu poduszki powietrznej .
Tak wygląda w całości efekt moich zmagań z materią , opakowanie prezentu wyszło całkiem niezłe.
Do nadruków najlepiej jednak wykorzystać taśmę dwustronnie klejącą ,którą zresztą na drugi dzień migiem nabyłam. Wystarczy brzegi i środek kartki z bloku technicznego okleić taśmą i przykleić płótno ,nawet na mojej prostej drukarce , drukowanie poszło gładko. Kartonik z taśmą można wykorzystać kilkakrotnie!
Jak wiadomo taki nadruk nie jest zbyt trwały i nie mam pojęcia jak zachowa się w praniu ,dlatego wymyśliłam sobie ,że może być obrazem . Kiedyś trafiła mi się owalna rama na którą długo nie miałam pomysłu.Dzisiaj ją w końcu zagospodarowałam , do Damy na płótnie dodatkowo zrobiłam płócienne passe-partout . Wystarczyło wyciąć owal w kartonie i okleić go za pomocą dwustronnie klejącej taśmy płótnem. Spodobało mi się ,teraz tylko takie passe-partout będę robić.

KONIEC!
JESZCZE RAZ PRZYPOMINAM, ŻE CZEKAM NA MAILE Z NAMIARAMI DZIEWCZĘTA I ŻYCZĘ WSZYSTKIM SŁONECZNEGO WEEKENDU! PA PA !
Related Posts with Thumbnails