10 września 2014

Dodatki do pokoju nastolatki .

Jeżdżąc do znajomej , mijałam zamknięty od jakiegoś czasu  mały sklep meblowy ,niby nic takiego gdyby nie duże litery umieszczone na ścianie budynku ,które przykuwały mój wzrok . Przejeżdżając kolejny raz , zwróciłam uwagę na brak liter i opustoszały sklep ... no i się zaczęło , nie mogłam przestać myśleć gdzie też się podziały ( litery ) i czy mogłabym położyć na nich łapy ( na litery  oczywiście ) . Popytałam ,podzwoniłam i zdobyłam !
Co prawda , oglądając je z daleka , wydawały mi się zrobione z czegoś szlachetniejszego ... a okazało się ,że to styropian . Właściwie , to tak się nakręciłam ,że przestało mi to jakoś przeszkadzać  , sama podrasowałam ich wygląd ...
w całości pokrywając je gipsem  , potem lekko przeszlifowałam ,ale bez przesady ,obtłuczenia mile widziane ,by przypominały strukturę np. betonu .  No i w końcu pomalowane wylądowały na ścianie w pokoju mojej  nastolatki .
Na 100% macie na pewno tak samo , że małe zmiany , nakręcają kolejne i tak było w tym wypadku , bo zrobiłam jeszcze tiulowe pompony ...

czas najwyższy było zmienić aranżacje na półce ,zgodnie z zainteresowaniami właścicielki .Pokój  zaczyna pokazywać  pazur , Tuśka ma wiele zainteresowań o których można by opowiadać w nieskończoność , m.in.  gothic , manga , ciężka muzyka , nieraz za ciężka dla mnie !
Jednak delikatniejszym akcentem nie wzgardzi , pewnie dlatego ,że podoba się jej styl wiktoriański czy to w architekturze , czy w strojach , taki uwspółcześniony znany pod nazwą steampunk , który zresztą też lubię.


W związku z tym , będzie się pojawiał kolor czarny w dodatkach , ale o tym za jakiś czas , muszę się sprężyć i zabrać za konkretną robotę , a póki co ,dodatki w barwach pudrowych lawendowo-wrzosowo-różowych nie przeszkadzają .
Kolorystycznie wpasowały się zdobyte na giełdzie klosze za 4 zł.  ... uwielbiam te ceny  ! Będąc w Gdańsku na Jarmarku Dominikańskim oczywiście pobuszowałam po starociach , jednak albo zrobiłam się zbyt wybredna ,może  zbyt oszczędna  , albo jedno i drugie i poza kilkoma drobiazgami nic konkretnego tam nie zakupiłam .
Najwięcej z jarmarku przytargała Tuśka , jednym z jej zakupów był od dawna poszukiwany  plecak kostka , oczywiście musiałam go trochę przerobić i ozdobić w nazbierane przez nią naszywki i przypinki .
Braki w okazje z Gdańska wynagrodził mi wypad po powrocie na lokalną giełdę klamociarską , oj trafiło mi się kilka cukiereczków , ale o ty następnym razem .
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i do miłego !

26 sierpnia 2014

Kredens w Sopocie .

Jak nie zamieszczę dzisiaj tego posta ,to już nigdy , wakacje się kończą , od wyjazdu minęło trochę czasu a ja ciągle miałam jakąś wymówkę by się za niego nie zabierać . Wyjeżdżając nad morze jakaś pomroka mnie opadła , pakowałam się nie myśląc o sobie , ciuchów spakowałam o połowę mniej niż należało , o aparacie w ogóle zapomniałam , za to Tuśce zapakowałam rzeczy na dwa razy dłużej ! Na szczęście o roboczych  ciuchach i narzędziach do pracy  nie zapomniałam , bo wyjazd był połączeniem przyjemnego z pożytecznym . Dobrze , że Tuśka ma w miarę dobry aparat w telefonie , tak więc mogłam dziewczynom robić zdjęcia z zaskoczenia , na wypad zabrałyśmy koleżankę córki , wiadomo ,że w pewnym wieku towarzystwo rodzicielki już nie wystarcza .
Zdjęć nie za wiele , w większości robiłam je właśnie moim gwiazdkom , robiąc przy tym głupie miny i gadając głupoty , rozśmieszając dziewczyny , by zdjęcia wypadły w miarę  naturalnie . Po kilku dniach miały mnie chyba serdecznie dosyć ! Się nie dziwię właściwie .





Pożyteczna część wyjazdu to praca nad starym kredensem kuchennym , który trafił do mnie już dawno ,razem  z szafką mydlarką z której powstała toaletka do pokoju córki .Mebel niestety nie był w najlepszym stanie , górna część i owszem niewiele nadszarpnięta przez drewnojady  ...
niestety dolna część mogła być wykorzystana tylko częściowo bo drewnojady dno i tylną ścianę zżarły prawie w całości . Nie zważając na te niedoskonałości przyjaciółka z Sopotu i tak postanowiła przygarnąć taką meblową kalekę .
Zwłaszcza ,że po odcięciu dolnej części podstawy kredensu i obcięciu pleców czyli skróceniu go na głębokość , wpasował się idealnie w kącik kuchenny , zresztą mebel stanął na ceglanych ściankach z drewnianymi półkami ,które były tu już wcześniej , dla osłony półek będą jeszcze dodane zasłonki z lnu  , wprost idealne miejsce dla tak uszczuplonego kredensu.Nie wiać , ale z lewej strony są  drzwi tarasowe  i tylko tak wąski mebel mógł tu stanąć by można było swobodnie  je otwierać .
Jeszcze w domu , poodcinałam co należy , a na miejscu do południa , zanim moje dziewoje wyplątały się z pościeli , szlifowałam do takiego momentu ,aż efekt spodobał się Ani , potem pomalowany po całości bezbarwnym lakierem akrylowym wodnym ...
blat i szuflady pomalowane na ciemny popiel .
Na koniec w drzwiczkach zamontowana siatka hodowlana , po środku ... wynikający z  niedoborów siatki ...wstawiona płyta oklejona lnem . Na szczęście , przy okazji ostatniej wizyty u mnie , Ania uczyła się przenosić napisy na materiał i właśnie jej dzieło posłużyło do wykończenia środkowych drzwiczek . Ania jest zadowolona z efektu , ja też , pasuje do reszty wystroju kuchni , loftowo -starociowej .
 Po powrocie zdążyłam już kilka wnętrzarskich drobnostek wykonać , mam nadzieję ,że minie mi lenistwo do zamieszczania postów i niebawem zamieszczę małe co nieco na blogu .
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i do miłego !

31 lipca 2014

Czas na zmiany .

A jednak poszłam na żywioł i zabrałam się za malowanie salonu . Dziewięć lat ,  to wystarczająco długo jak na moje możliwości , było ciemno-bordowo i naturalną koleją rzeczy , zatęskniłam za jasnymi barwami . 

Po zeszłorocznym malowaniu tarasu , po którym przygięło mnie do ziemi , miałam obawy ,że będę miała powtórkę z rozrywki . Całe szczęście miałam pomocników , Tuśka z kolegą odwalili kawał dobrej roboty pokrywając bordo ,farbą gruntującą . Przez dwa dni dzieciaki pracowały jak mróweczki ,ja w przerwach dbałam o to by nie stracili sił , podtykając pod nos pożywienie wszelkiego rodzaju .
Przyjemność  malowania kolorem docelowym zostawiłam na koniec dla siebie .Pisać nie ma co , zapraszam na odświeżone salony , zwłaszcza ,że jak do tej pory ,zdjęcia z niego , nie były zbyt często zamieszczane na blogu .
No i stała się jasność !






Karnisze z osłonami też musiałam pomalować , osłaniające deski to taki mój pomysł na zamontowanie lambrekinów , musiałam nimi jakoś zatuszować różnice w  wysokości okien , tarasowe ,że względów technicznych jest trochę niżej osadzone .Cienkie deski przykręcone do karniszy , w narożnikach dodatkowo skręcone łącznikiem kątowym .
Na deskach zamocowany rzep  (zszywaczem  tapicerskim ) i można wieszać co tylko przyjdzie do głowy .









Od dawna miałam zmienić wygląd starych głośników ,które kłuły w oczy nawet przy poprzedniej kolorystyce , teraz nie miałam wyjścia ...
pomalowałam , a ze starego solidnego drewnianego świecznika przeciętego na pół , zrobiłam podstawy .
Figurki z kamienia mydlanego , to pamiątka po mojej Mamie ,nie posiadam ich zbyt wiele i chyba przede wszystkim dlatego tak je lubię .




Malowanie odbyło się na początku wakacji , Tuśka zdążyła odbyć wakacyjne wojaże , wróciła ... miałam plany jak ten czas wykorzystać , jednak znowu plany trzeba było między bajki włożyć , bo ...
tylko mi się tu nie śmiać ... jestem w Kole Gospodyń ! W związku z tym ,że brałyśmy ostatnio udział w imprezie pt. Smaki LGD  ,,Długosz Królewski ". Trzeba było przygotować jakiś wystrój stoiska ,poszyć obrusy do  nakrycia stołów , przyozdobić dziewczyny przygotowujące potrawy w fartuszki , zabrałam się do roboty i oto co z tego wyszło .


Jakby się komuś nudziło ,albo cierpiał na nadmiar czasu , TUTAJ  I  TUTAJ  może obejrzeć fotorelację z imprezy .
Pozdrawiam wszystkich zerkających do Jagodowego serdecznie i do miłego !
Related Posts with Thumbnails