12 września 2013

Po sąsiedzku ... sypialnia młodej kobiety.

Wydaje mi się ,że zbyt pochopnie w poprzednim poście ogłosiłam przeróbkowy hit roku , bo po sąsiedzku pomalutku powstawał od nowa pokój , w którym znalazło się coś starego przerobionego oraz kilka mebli zrobionych od podstaw przez zdolnego sąsiada , czyli to co lubię najbardziej , dzięki własnej pracy bez finansowego zarzynania , stworzyć przytulną i piękną przestrzeń mieszkalną.
Cieszę się ,że mogłam tu wtrącić swoje trzy grosze , pomagając radą , poddając pomysły  i trochę swoimi manualnymi umiejętnościami , no wprost czuję się jak matka chrzestna , dumna do rozpuku. 
Pokój należny do córki sąsiadów , a przy okazji dostałam pozwolenie na przedstawienie ich po imieniu ,bo takie ciągłe pisanie sąsiad ,sąsiadka ,wydaje mi się bezosobowe  i nijak się ma do naszych przyjacielskich relacji ,które zacieśniamy od  ponad ośmiu lat odkąd zamieszkałam na wsi. Tak więc przez płot mieszka Ania i Janek  a dziś , dzięki ich uprzejmości oprowadzę Was po pokoju ich córki Eweliny.
To już młoda  kobieta (  czas biegnie nieubłaganie i dorosłość z dzieci wyłazi ) do tego zdolna , właśnie skończyła studia , mam nadzieję ,że nie dostanę po głowie jak zdradzę ,że obroniła pracę na 5+ z wyróżnieniem  i to z takiej kobyły jak prawo . Piszę to nie bez powodu , po pierwsze  to i dumna jestem ,że po sąsiedzku takie zdolne dzieci mają ,a po drugie liczę ,że tu u nas jakieś pozytywne bioprądy może przepływają  , bo jak na razie moje dziecko  też nie w ciemię bite i  ,,zdolności do mądrości "  niezaprzeczalnie posiada . W tym roku zaczęła żywot gimnazjalistki  , jak wiadomo w tym wieku różnie bywa z chęciami do nauki  bo przecież jest tyle interesujących rzeczy wokoło,  które absorbują nadmiernie uwagę ! Pożyjemy, zobaczymy  , moja głowa jedynie w tym ,żeby jakoś do  odrabiania lekcji regularnie zaganiać , Tuśka plany ma ambitne , ( które pewnie jeszcze niejednokrotnie  się zmienią ) to może zbytnio  okoniem nie będzie stawać na te moje zabiegi . Dobra ,wystarczy tych osobistych wycieczek  ma być o pokoju Eweliny .
Z mebli które miały zostać padło na meblościankę , mebel którego właścicielka pokoju serdecznie nie znosiła  , a to dlatego ,że przed zmianami  ...
wyglądał mniej więcej tak .... się nie dziwię . Niestety nie posiadam zdjęcia z przed przemiany ,ale poszperałam w necie i znalazłam coś bardzo podobnego .
 Ania poprosiła mnie o radę  ,co by z tym fantem zrobić , a wystarczyło inne ustawienie segmentów , zdemontowanie niepotrzebnych drzwiczek ,drewnianych ,,falbanek "  i dodanie zwieńczającego całość gzymsu. Oczywiście wszystkie prace wykonał Janek , szlifowanie ,malowanie , nowy gzyms , pracy od groma ale warto było ,prawda ? Meble stanęły w nowym miejscu  ,we wnęce między oknem a drzwiami wejściowymi , idealnie wpasowały się w wymiar wnęki , jak na zamówienie. Poprzednio w tym miejscu stała   szafa i łózko .
Wymienione  gałki meblowe  .
Następny mebelek to podstawa od maszyny do szycia , która zmieniła się w biureczko , Janek wyszlifował drewno, wyczyścił żeliwną podstawę i dorobił drewniany blacik zasłaniający dziurę po maszynie.
Moim zadaniem było dopasować kolorystycznie nowy blat do reszty starego drewna.

Jednym z życzeń Eweliny oprócz dużej ilości półek  na książki , było posiadanie galerii zdjęć , pomyślałam ,że szkoda dziurawić tak pięknie wygładzonych przez Janka przed malowaniem ścian .
Swego czasu  , przy okazji likwidacji zaprzyjaźnionej    klamociarni ( załamka !!! ) i porządkowaniu pomieszczań , dostałam od właściciela małą drabinkę ,  którą  zaniosłam Jankowi ,wraz z wyrysowanym projektem jak ma wyglądać całość .
Janek poszerzył stopnie by książki miały lepsze oparcie ....
Tu kolejne zastosowanie uchwytów od karniszy ,które kiedyś znalazłam na złomie  do których  sąsiad  wytoczył drążek na którym opiera się drabinka . Kurcze, też bym chciała sobie potoczyć no ! Fajnie by było się naumieć ,ale tokarki nie mam ...buuuu  i jeszcze spawać bym się chciała nauczyć!
Ania całość pobieliła rozcieńczoną białą farbą  ,  jest miejsce na zdjęcia  i książki które tak lubi Ewelina .
Zauważyliście  już pewnie wcześniej łózko  ? Fajne nie , oczywiście  wykonane przez Janka , trochę moich porad i pomocy przy tapicerowaniu zagłówka , bo materiału było na styk  ( materiał 140 i łóżko też w tym wymiarze ) a ja stwierdziłam ,że starczy ! I właściwie ,żeby nie być gołosłowną ,wprosiłam się na siłę do tapicerowania . Na wyciętą płytę pilśniową , lekko zaokrągloną na brzegach ( by materiał się ładnie układał ) naklejona gąbka o grubości 2 cm. na nią ocieplina nachodząca na tył zagłówka , na koniec materiał ....naciągaliśmy   ...naciągaliśmy w pocie czoła i starczyło !
 Dałam Ani namiary na materiał  na zasłony i  do baldachimu  w delikatne popielate prążki  Janek wszystko uszył , a do nich  detalik dopełniający całości , zrobiłam z białego bawełnianego  sznurka splecionego w warkocz  (sznurek  do obwiązywania wędlin ) i kilku koralików .
Na baldachimie tapicerka z tego samego materiału co zagłówek , to już w całości robota Janka .
Poszewki na poduszki też uszył!
 Na koniec wisienka na torcie  ,atrapa kominka ... nikogo już pewnie nie zdziwi , jak napiszę ,że to dzieło Janka , zdolnego mam sąsiada  ,złota rączka  ... mało , platynowe ręce !

Ania poprosiła mnie o jego pomalowanie  a właściwie to wtarłam za pomocą gąbki rozcieńczoną brązową  farbę  akrylowo wodną  do drewna i metalu . Kolor własnej produkcji  ,pisałam o tym  TUTAJ . Po wyschnięciu Ania wtarła krem woskowy .... nie ma to jak dobra koprodukcja .


Ściany pomalowane farbami  Colours  w kolorach Lniany puch , a Ruchome piaski  czyli popielate pasy zostały namalowane na ścianie z kominkiem.
Opisałam tu tylko większe meble ale na zdjęciach widać dodatki w postaci lamp , świeczników , fotelika ,w  większości upolowane na giełdzie i odnowione przez Anię i Janka , mieszkam więc w pobliżu zdolnych ludzi .... co do działania zawsze mnie  pobudzi !

Pozdrawiam serdecznie i do miłego !

27 sierpnia 2013

Kanapy na tarasie ...

Nie tylko kanapy na tarasie się umościły ,wyszedł całkiem niezły komplet mebli tarasowych . W poprzednim poście wspominałam o hicie przeróbkowym ,oczywiście w moim subiektywnym odczuciu i chociaż z mebli korzystamy już od ponad miesiąca ,nadal mi nie przeszło . Wynika to pewnie z faktu ,że jak zwykle udało mi się wykorzystać coś starego ,inwestując 70 zł. w len ,kółka , trochę śrub , powstał komplet mebli dla mnie ... bezcenny i jak się w użytkowaniu przekonałam, bardzo wygodny. No to sobie tak kwitnę w tym swoim samozadowoleniu .
Stare kanapy to moje pierwsze meble zakupione do pierwszego samodzielnego mieszkania prawie 25 lat temu . Pamiętam ,gdzie je kupiłam , za ile i ,że pan w magazynie dumnie obwieścił ,ze one bułgarskie są ... prawie poczułam jak awansuję społecznie z tego powodu ...  co prawda w krótkim czasie się rozwaliły i musiałam je naprawiać trochę nieudolnie ,o czym  przekonałam się , zdejmując kilka warstw tapicerki ...
jak widać po jednej z kanap , zabrałam się do gruntownej rozbiórki .
Od znajomych dostałam sporo desek , pozostałych po zdemontowaniu w ich domu boazerii...
a po poprzednich właścicielach ,zalegały mi w ogrodzie dwie konstrukcje z metalowych kątowników , prawdopodobnie po terrariach.
Metal oczyściłam ,pomalowałam czarną farbą akrylową wodną  do drewna i metalu , deski oszlifowane i odpowiednio przycięte , zamontowane od środka ... i regalik gotowy.

Trzyosobowe kanapy zmniejszyły swoje gabaryty i tak jedną zamieniłam w fotel ...

oparcie i podłokietniki wytapicerowałam lnem , a dla odmiany na reszcie konstrukcji przymocowane za pomocą śrub wyszlifowane deski boazeryjne .
na tyle fotela len ...
plus uchwyt meblowy by łatwiej go przesuwać ... wykopany przypadkiem ostatnio w ogrodzie ...się poszczęściło co ?
Drugą kanapę zmieniłam na  dwuosobową.
Na deskach  umieściłam wydruki  ksero ( lustrzane odbicia napisów ) przeniesione przy pomocy Nitro .

Druga , większa konstrukcja z kątowników ,której w ferworze pracy zapomniałam obfocić przed przeróbką ...bywa ... zamieniła się w ławę na kółkach . Przydał się w końcu uchwyt skrzyniowy wygrzebany dawno temu w klamociarni.


Kiedy wszystko już stało gotowe , przyszła kolej na dodatki , przemalowałam na czarno podstawę lampy ...
i zabrałam się za budowę abażura . Już przy jej zakupie dawno temu abażur był cały podarty , jak wiadomo nic nie wyrzucam i zostawiłam sobie obręcze do których teraz postanowiłam dorobić resztę . Niestety nie miałam odpowiedniej wielkości grubej sztywnej folii , i kleiłam z trzech kawałków  walec wielkości obręczy ...
który następnie okleiłam lnem ...
brzeg materiału  wklejony  do środka .
Dziwnym zbiegiem okoliczności , udało mi się zrobić idealny rozmiar walca i obręcze weszły na wcisk , nie trzeba było nawet ich przyklejać do lnu . Ale gdybyście miały kiedyś coś takiego budować , wkleić można klejem polimerowym którym kleiłam folię. 
A teraz ... wybaczcie mi  ilość zdjęć tarasowych , to pewnie z tego kwiczącego samozadowolenia wynika.









Prawie koniec tarasowych opowieści ... miałam farta i ostatnio trafiłam w second handzie czwartą identyczną zasłonę  ...mam pełne zacienienie !

Koniec wakacji ,trochę smutno  dzieciakom , w sumie to mi też ,bo jakoś jednoznacznie kojarzy się  z końcem lata , dlatego na pocieszenie osładzam mej latorośli  ( sobie też )końcówkę laby i odważyłam się upiec bezę , co w dalekiej  przeszłości jakoś mi nie wychodziło,  i zaniechałam prób na długo . Przepis znalazłam dawno temu i niestety linka nie zapodam , za to przepis ... voila :

Tort Pavlovej

  • 6 białek
  • 300 g cukru
  • odrobina (1 łyżeczka ) soku z cytryny lub octu winnego  ( częściej daję to pierwsze)
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej 
  • 500ml słodkiej śmietanki
  • owoce - truskawki, maliny, borówki, wiśnie - co dusza zapragnie :)
1. Białka ubić na sztywno. Nadal ubijając dodawać stopniowo cukier, aż masa będzie gęsta i lśniąca, pod koniec dodać pozostałe składniki.
2. Wyłożyć masę na papier do pieczenia, formując nieduży, ok. 22cm okrąg - w trakcie pieczenia beza nieco się powiększy, więc nie robić większego! Beza będzie wysoka i tak ma właśnie być :)
3. Piekarnik rozgrzać do 180C, wstawić bezę na niższy poziom  i zmniejszyć temperaturę do 150C (piekę zawsze z termoobiegiem - wychodzi o wiele lepsza w środku!).Po 20 minutach zmniejszyć do 120C Piec ok 1,5 - 2 godziny. Studzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach.( Można upiec dzień wcześniej .)
4. Ubić śmietanę, wyłożyć na wystudzoną bezę, posypać owocami i gotowe!

I tym słodkim akcentem żegnam się ,pozdrawiając serdecznie i do miłego !
Related Posts with Thumbnails