17 listopada 2009

Okienko z dodatkami.

Ta mała kompozycja ścienna zagości w pokoju Tuśki , dlatego od tygodnia biel pod pędzlem rządzi .Jak wyglądała rama okienna ,widać było w poprzednim poście . Nie powiem ,podobała mi się taka zmaltretowana przez czas i trochę z moją pomocą ,ale w takiej wersji niestety nie pasowała do pokoju mojego podlotka. Natomiast , jak świat długi i szeroki , oczywistą prawdą jest ,iż w podlotkowym pokoju nie może zabraknąć lustra . Ramę pomalowałam ,delikatnie przetarłam na kantach . Idealnie odnowiona nie wyglądała by zbyt wiarygodnie ,a i czas najwyższy przemycić trochę przecierek do tego pomieszczenia.
Pod pędzel trafił też świecznik , delikatnie spatynowany brązową farbą.

Tak z rozpędu , by coś do zdjęcia zawiesić , powstał mały rożek . Niby rzecz zbędna, ale wizualne efekty może wzbogacić i uprzyjemnić oglądanie całości .
Jak okienko ,to i nie obyło się bez zasadzenia roślinek w korytku .
Najbardziej podoba mi się zmiana półeczki . Przerobiłam ją troszkę ,poprzednio była z drążkiem , teraz jest z haczykami .
Dostałam ostatnio od znajomego , a raczej trafniejszym określeniem będzie - wyłudziłam ,kilka fantazyjnie wyciętych deseczek . Pozostałość po wycinaniu podpórek do nut , takie "odpady" idą u niego do spalenia , skóra mi cierpnie na samą myśl, ile ładnych odpadów uległo zniszczeniu ,a przecież tak fajnie można je wykorzystać ...he, he, zawsze Go rozbawię kiedy tłumaczę takie oczywiste dla mnie prawdy! Jak widać ,odpad nieźle się prezentuje ,wykorzystany na ściankę półki.
Zmiana jak dla mnie, na duży plus , praktyczniejsza w podlotkowym pokoju.
Niech nikogo nie dziwi sesja zdjęciowa na starych drzwiach!. Mam dylemat ,jak powiesić lustro?
Na tych drzwiach mogłam sobie gwoździ wbijać do oporu ,ze ścianą byłoby gorzej.
Czekam na wasze sugestie , która wersja lepiej wygląda .
Poziomo....
czy pionowo ???

A tak wogóle ,to chodzę upluta , bo w Jeleniej miałam w rękach piękne stareńkie ,drewniano-żeliwne klamki okienne , i chyba pomroka jakaś mnie ogarnęła bo nie kupiłam ! A tak by się teraz przydały! Mam tylko nadzieję ,że co się odwlecze ,to nie uciecze i jeszcze kiedyś wpadną mi takowe w ręce.
I tym optymistycznym myśleniem moim kończę i pozdrawiam, życząc wszystkim tu zerkającym miłego tygodnia.

6 listopada 2009

Do roboty czas najwyższy się zabrać!

I zabrałam się wczoraj za szlifowanie ,części zaległych od dawna przedmiotów do obróbki. Obiecałam sobie ,że w najbliższym czasie przerobię to wszystko. Zobaczymy czy mi się uda . Na dodatek dostałam wczoraj od właściciela klamociarni w prezencie ławę (trochę mu się uszkodziła w czasie przestawiania mebli) tak więc niespodziewanie doszedł następny mebel ,z którego można wykonać coś fajnego ,bo pomysł mi już zaświtał.
Od Moniki , dostałam starą ramę okienną ,będzie lustro, jeszcze raz wielkie dzięki ,że pamiętałaś o mnie.

Ława ma ładne zdobienia .

Z całego wczorajszego szlifowania ,na szybko zrobiłam tylko kolumnę. Kupiłam ją za grosze , 3 miesiące wcześniej . Zastanawiałam się przez ten czas ,(taka moja wymówka ) nad zmianą koloru. Jednak zdecydowałam się zabejcować ją pod kolor reszty mebli .Będzie stała obok zegara i jakoś inna kolorystyka nie pasowała mi do tego kąta .

Przed zmianami.
Pisałam już o mojej słabości do szkła o zielonkawym odcieniu. No to proszę ...ostatnie trafienie za 20 zł. ! Tak mi się poszczęściło , ogromna misa ....albo patera , jak zwał , tak zwał, pasuje do reszty kolekcji.


Dzisiaj udało się , było krótko!
Miłego weekendu życzę!
A ja lecę ,zabrać się za dokończenie tego co zaczęłam.!

30 października 2009

Wianek i liście ,liście ......

Dzisiejszy wpis ,będzie krótki ,bez przynudzania .
Po pierwsze ,chwalę się ! Dotarł do mnie piękny wianek od Elisse już znalazł swoje miejsce w domu . Co prawda do obfocenia musiałam go wynieść na świeże powietrze ,bo w domku przy tak zachmurzonym niebie robienie zdjęć ,to dla mnie istna katorga. Śliczny jest ,prawda? Dziękuję Elisse!. Po drugie , do domu w ostatnim tygodniu zniosłam chyba taczkę liści....

mchu trochę mniej.

Liście zamieniły się w róże. W zeszłym roku opanowała mnie gorączka produkcji róż z liści klonu .jeżeli jest ktoś zainteresowany ,odsyłam tutaj , krótki filmik instruktażowy. Jakiś czas temu mignął mi w klamociarni wianek z wikliny . Co prawda , mało go było widać spod warstwy sztucznych kwiatów,dlatego przy okazji ostatniej wizyty przyjrzałam się dokładniej , zerwałam sztuczności i już bez zbędnych "upiększeń " zabrałam do domu. Dodałam mu kilka róż z ostatniej produkcji i wstążkę .

Drzewko natomiast, wymagało więcej nakładu pracy , kilka wieczorów zeszło na produkcji dostatecznej ilości róż . Kwiaty zamocowane na kuli z pianki , a żeby ułatwić ich wbijanie (ogonki liści są za miękkie )przycinałam ogonki poniżej wiązania . Następnie przebijałam cienkim ale dość sztywnym drutem powyżej wiązania , drut łamałam na pól i skręcałam . Wyszły sztywne druciane łodygi.Jeszcze jedno ,róże pomalowałam bezbarwnym lakierem w sprayu, dłużej zachowują ładne kolory i są trwalsze.

Róże wykorzystuję też do wiązanek , pomalowane sprayem w kolorze czerwonego wina . W zeszłym roku się sprawdziły ,są naprawdę wytrzymałe . Nie są sztuczne i nie przemarzają , więc nadają się idealnie.

Jutro dodam tylko po kilka białych chryzantem.
Po trzecie,ostatnio trafiło mi się kilka przedmiotów z cyny , albo po prostu zaczęłam zwracać na nie baczniejszą uwagę . Świecznik i dwa talerze .


I mała szklana bomboniera.




Po czwarte, Candy na blogu Decoupage by Doris ,do zdobycia śliczności .


Tak....okazało się ,ze wcale taki krótki nie wyszedł.

Spokoju i wyciszenia w nadchodzących dniach życzę.

22 października 2009

Skorupa i koszyk .

Jeszcze raz wspomnę o targowisku staroci w Jeleniej , bo właśnie stamtąd pochodzi moje wykopalisko . Na uboczu , w wąskiej uliczce ,siedział sobie pan ,obłożony niezliczoną ilością skrzynek .A w nich całe mnóstwo przedmiotów ,większość z nich nawet nie potrafiłabym nazwać . W każdym bądź razie ,dla mnie raj , skarbnica części zamiennych ,tudzież elementów które mogę wykorzystać do swojego modzenia. I tak w jednej ze skrzyń , pełnej porozbijanych porcelanowych figurek trafiłam na takie poobijane biedactwo. Pewnie większość nie zwróciłaby na coś takiego uwagi , bo po co komu figurka i do tego jeszcze z tak dużymi ubytkami najważniejszych elementów.No cóż ...ze mną jest inaczej , jak złapałam tak nie mogłam już jej wypuścić z rąk . Cała kolorystyka i nie okaleczona część elementów po prostu mnie zachwyciły.


Miły właściciel ,poinformował mnie ,ze figurka została wykopana w Cieplicach i w skrzyni jest jeszcze oddzielnie część nogi .A i owszem znalazłam kawałek łydki ale już w domu stwierdziłam ,że nie będę jej doklejać , jak okaleczony to na całego a i idealne miejsce do zamontowania podstawy .
Wenus z Milo to, to nie jest , wiem ale podoba mi się. Po prostu wykopalisko.
Stojak zrobiłam z podstawy od świecznika ,który stał sobie w mojej "magazynowni" i czekał na wykorzystanie swoich elementów . Druga część to pozostałość po pewnym szkaradzieństwie już dawno rozmontowanym i w większości wykorzystanym.Całość pomalowana kilkakrotnie cafe latte , Po wyschnięciu pomalowałam jasną rozcieńczoną farbą , której nadmiar po chwili zebrałam suchą gąbką a na koniec całość przetarłam drobnym papierem ściernym.
Tak to wyglądało przed" zabiegami ". W międzyczasie do malowania dołączył koszyk. Oczywiście klamociarskie trafienie , kupiłam go ze względu na pokrywę . Niestety urwane miał wiklinowe uchwyty i ani śladu czegoś co by ułatwiało unoszenie wieka .
Całość pomalowałam i dodałam niezbędne detale . Rozetka to znalezisko , natomiast uchwyty zakupione w LM również pomalowane i spatynowane jasną farbą.

Tak się ostatnio napatrzyłam na piękne patchworki Alizee i Yrsy ,że z ostatniego wypadu do second handu przytargałam zapas materiałów. Mam nadzieję ,ze zapału i chęci mi wystarczy na uszycie narzuty ,ale zostawiam to sobie na później ,czyli długie zimowe wieczory. Póki co uszyłam do koszyka pikowany wkład.
Jest dwustronny, obszyty koronką i może funkcjonować samodzielnie bez wiklinowego wsparcia.


A w poniedziałek ,coś mnie tknęło i wpadłam na chwilę do cioci , robiła porządki w pomieszczeniach gospodarczych . Wszystko co drewniane miało trafić do pieca . W ostatniej chwili uratowałam szafkę , taka stara umywalka na której stawiano miskę , do dziś wnętrze pachnie mydłem. Przed spaleniem uchroniłam jeszcze stary kredens kuchenny ale jemu już praktycznie znalazłam nowy dom . Na razie zamieszka u mnie , świerzbią mnie ręce żeby się za niego zabrać ,bo oczami wyobraźni widzę jak może wyglądać.

Tak prawie na koniec ,przy okazji powideł wpadł mi pomysł na tartę powidłowo -orzechową . Zrobiłam , dobra , łatwa , szybka, więc z czystym sumieniem podaję przepis.
Ciasto kruche.
2,5 szkl. mąki pszennej .
0,5 szkl. cukru pudru.
1 łyżeczka proszku do pieczenia.
1 żółtko .
1 jajko całe.
150 g. masła.
Składniki zagnieść na jednolitą masę . 2/3 ilości ciasta wyłożyć na posmarowaną tłuszczem i obsypaną bułką tartą formę ,wstawić do lodówki na 15 min . Reszta ciasta do zamrażalnika .Ciasto w formie piec w temp. 200 stopni około 10-15 min. Na podpieczony spód nałożyć wymieszane :
2 szkl, orzechów włoskich i
1 większy słoiczek powideł .
Na górę zetrzeć na dużych oczkach tarki lekko zmrożone ciasto . Ponownie wstawić do piekarnika na około 10 min. tak by ciasto nabrało złotego koloru.Posypać cukrem pudrem .

A u Alewe CANDY , i tak piękna taca do wylosowania.

Pozdrawiam serdecznie i szczęścia życzę!

16 października 2009

ZIMNO ...no to grzeję się przy garach.

Jesień nam się tego roku zrobiła zimowa . Z relacji na innych blogach widać jakie psikusy pogoda potrafi płatać . Jednak to co się stało u Jagody ,śniegu po kolana , zastawiony świątecznie stół ,w pierwszym momencie zadziwiło mnie niebywale . Wyjaśniło się ,że wszystko to do sesji zdjęciowej ,ale .... czarami to Ty się Jagódko ,aby na pewno, nie zajmujesz profesjonalnie ???Tak na życzenie śnieg w październiku? Ha ha ha !
Dobrze ,że jeszcze w zeszłym tygodniu zdążyłam uporządkować ogród i z czystym sumieniem mogę zaszyć się w domu , a konkretnie w kuchni.
Przyszedł w końcu czas na śliwki , odkąd stałam się szczęśliwą właścicielką ogrodu w którym rośnie kilka drzewek węgierek , czekam do ostatniego momentu by je zerwać . Teraz są najlepsze , pomarszczona skórka przy ogonku i delikatny powidłowy posmak , to znak by zabrać się za powidła. W tym roku wykorzystałam przepis dla leniwych ,który zapodała na swoim blogu Elisse Jest świetny ,można zaoszczędzić wiele czasu ,łychą nie trzeba wcale miąchać w rondlach . Z 10 kg. śliwek uporałam się w pół dnia . Późno zebrane śliwki mają jeszcze tą zaletę ,że nie trzeba dodawać cukru , są tak słodkie .

Powstała oczywiście jeszcze nalewka na śliwkach .

2 kg. śliwek .
0,5 kg. cukru ( w oryginalnym przepisie jest o,7 kg. ale ,że śliwki słodkie dodaję mniej )
0,5 l. spirytusu.
garść suszonych śliwek ,
mała paczka rodzynek .

Śliwki umyć ,wypestkować , 1/3 pestek ląduje w słoju razem ze śliwkami ,zasypać cukrem . Zostawić na 2-3 dni ,od czasu do czasu mieszając do momentu rozpuszczenia cukru. Dodać suszone śliwki i rodzynki ,zalać spirytusem. Odstawić na 4 tygodnie , po tym czasie wyjąć pestki, i odstawić na kolejne 3 tygodnie . Na koniec odsączyć owoce i przefiltrować nalewkę . Rodzynki świetne są do deserów a śliwki ,wykorzystuję np. do bigosu.


Nie wiem jak Wy , ale ja przepisów kulinarnych nigdy sztywno się nie trzymam . Zawsze jakaś improwizacja następuje . Tak jest z sosem pomidorowo -paprykowym ,który robię do spaghetti ,leczo czy fasolki po bretońsku. Lubię i dlatego w tym roku ,po raz pierwszy, zrobiłam hurtową ilość sosu i zapakowałam go w słoiki.

W tym celu kupiłam :
5 kg. papryki czerwonej,
6 kg. pomidorów ,
1,5 kg . cebuli ,
3 główki czosnku.
Wszelkiego rodzaju suszone zioła z ogrodu :
bazylia
tymianek ,
oregano ,
majeranek ,
estragon,
oraz kilka przypraw ,świeżo mielony pieprz,papryka słodka , pieprz cayenne , 3 ostre małe suszone papryczki . sól.

Pomidory ,sparzyłam ,obrałam ze skórki . Usunęłam nasiona i twarde części . Z tak oczyszczonych pomidorów powstał koncentrat . Ostudzić i zmiksować.
Cebulę obrać ,pokroić w kostkę ,zeszklić na oleju , na dwie minuty przed końcem dodać pokrojone w plasterki ząbki czosnku,zalać koncentratem pomidorowym . I teraz to co lubię najbardziej -przyprawy . Zioła w dużych ilościach , nie żałowałam ,bazylia ,tymianek ,oregano ,majeranek, estragon wszystko po porządnej garści ! Reszta przypraw do smaku. I tak sobie stojąc przy aromatycznym sosiku ,sukcesywnie kroiłam w kostkę paprykę i dodawałam do gara ,mieszając z przyjemnością . Na koniec poprychciło się to razem jeszcze z 20 minut . Po czym gorące nakładałam do słoików ,na wierzch każdego z nich wlałam małą ilość oliwy ,pozakręcałam wieczka i pasteryzowałam 15-20 minut . I tu mam pytanie ,robiłyście coś takiego ? Jak wszystkie improwizacje ,sos wyszedł pyszny ,pikantne niebo w gębie . Martwi mnie tylko ,czy taka potrawa przetrwa w słoikach. ?

Tak sobie siedziałam ,już głęboką nocką ,czekając ,aż sos się zapasteryzuje. Przede mną stały powidła i orzechy włoskie . Zagryzałam jedno drugim i wiecie co? Doskonałe połączenie smaków, muszę to wypróbować i zrobić tartę na kruchym cieście z powidłami i orzechami włoskimi.



Jak przepisy ,to podam ostatni nabytek z wyprawy do Jeleniej Góry,który dostałam od kuzynki . Sałatka z makaronu sojowego i kurczaka.

1 duża pierś z kurczaka ,
200 gr. makaronu sojowego ,
nasiona słonecznika i dyni,
2 łyżki majonezu .
sól i pieprz do smaku,
słodki sos chilli do marynowania mięsa.

Zamarynować mięso w sosie chilli (godzina wystarczy) usmażyć i pokroić na kawałki. Makaron zalać wrzątkiem na 10 minut ,odcedzić . Nasiona słonecznika i dyni prażyć na patelni na złoto. Wszystkie produkty połączyć z 2 łyżkami majonezu . doprawić solą i pieprzem do smaku.
Coś innego ale naprawdę smaczna ,polecam .
I jeszcze jedna sałatka , brokułowa ,w której zasmakowała większość moich gości . Przyznam się ,że w innej postaci już brokułów nie robię ,te są najsmaczniejsze . Polecam na ciepło i na zimno .

1 brokuł ,
feta ,
płatki migdałowe,
2-3 ząbki czosnku,
oliwa ,sól, pieprz.
Na godzinę przed ,robię sos z oliwy , pokrojonego drobno czosnku ,soli i pieprzu.
Płatki migdałowe uprażyć na patelni na złoty kolor. Brokuł ,podzielić na drobniejsze części ,gotować około 5-7 minut ( ma być al dente) odcedzić ,odparować . Polać przygotowaną oliwą z przyprawami , posypać płatkami migdałowymi i fetą. Gotowe.

A ,że zimno ,trzeba się leczyć zapobiegawczo ! Przepis na nalewkę tybetańską , znalazłam tutaj . Czosnek , czy warto go jeść ? Ja jestem jak najbardziej za ,coś więcej na jego temat można znaleźć tutaj .
No to ,ku zdrowotności!


Ale tak do końca przy garach jednak nie utknęłam , chociaż nadal w kuchni. Za całe 3 zł. trafił mi się ostatnio pojemnik na filtry do kawy. Rozpuszczona jestem niskimi cenami przedmiotów na które trafiam na moim terenie ,jak dziadowski bicz., np. za cukiernicę widoczną na zdjęciach powyżej 4 zł. się wykosztowałam. .Nic dziwnego ,że na starociach w Jeleniej ,kręciłam nosem na wszystkie strony ,słysząc kwoty jakie podawali handlarze. ...ale nie o tym miało być.



Pomalowałam ,przetarłam i dokleiłam element żeliwny. Zostawiłam go w stanie surowym , ale myślę o specyfiku ,który zastosowała kiedyś Violcio do pordzewiania . Taki zardzewiały będzie ładnie wyglądał?
Od dawna zarezerwowane miejsce się przydało, tak, teraz to już każdy kawałek ściany nad blatem kuchennym jest zajęty.
Jak już pędzel miałam w ręce ,to przemalowałam pod kolor mebli półki na talerze .


A to zdjęcie specjalnie dla Ushii ,nogi stołu w całej okazałości.


Kończę ,pewnie zasypiacie . ...ale ,ale ...oprawiłam moją "skorupę" Udało mi się coś do niej dopasować i o tym będzie kolejny post.

Miłego i ciepłego weekendu życzę wszystkim.

Pozdrawiam.

Related Posts with Thumbnails