12 marca 2009

Klatka doczekała się kwiatka .

Z hiacyntami jest jeden problem ,jak dla mnie za krótko mogę się nimi cieszyć .Przynoszę do domu ,ledwo wyłaniające się z cebulek pączki kwiatowe ,a już po kilku dniach wszystko jest w pełnym rozkwicie ! I po zabawie !
Wiosny( tej słonecznej i ciepłej) jak na razie, ani widu,ani słychu . Ptaszęta nieśmiało zaczynają nadawać swoje trele ,ale to jeszcze nie to!. Nie pozostaje nic innego jak czekać ,chociaż cierpliwość już mi się kończy !
Póki co ,na pociechę mam hiacynty,wczoraj wyciągnęłam na światło dzienne ,cebulkę Amarylisa,a w przyszłym tygodniu może już szafirki?
SŁOŃCA ,CIEPEŁKA ...WIOSNY !!!













9 marca 2009

Słodka dziewiątka!


Dziś ważny dzień , moja córcia kończy 9 lat . Chyba każdy ma taką cyfrę ,która jest w jakiś sposób ważna . W moim przypadku jest to właśnie dziewiątka !Plącze się po moim życiorysie w liczbie wręcz nieograniczonej . Dziś 9 marca 2009 , 9 urodziny Tusi , więc upamiętnię ją na blogu na słodko!
Podam przepisy na dwa różne torty ,które regularnie piekę , na wszystkie ważniejsze święta .
Pierwszy orzechowy ,kilka lat temu spisałam z Polsatowskiej "Domowej Kawiarenki ". , a że z przepisu wychodzą strasznie duże ilości kremu ,postanowiłam go zmienić ! Dodatkowo piekę ciasto makowe i wychodzą dwa torty ,orzechowo-makowe.

Tort orzechowo-makowy .
Ciasto orzechowe
30 dag zmielonych orzechów włoskich
10 jajek
10 łyżek cukru
3 łyżki mąki tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szkl. bułki tartej.
(Orzechy rozdrabniam w robocie kuchennym na tarce o małych oczkach.)
Mikserem ubić białka z cukrem na jednolitą masę ,dodać żółtka ,mieszając drewnianą łyżką.
Orzechy ,mąkę , bułkę tartą i proszek do pieczenia ,wymieszać i dodać do ubitych jajek.
Tortownicę natłuścić i obsypać mąką .
Piec w 180 C ok. 40 min.
Ja dzielę ciasto na 2 części i piekę w dwóch mniejszych tortownicach ( 23 cm.) powstają dwa torty.

Biszkopt makowy
1 szkl. mąki tortowej
1 szkl. maku
1 szkl. cukru
1 cukier waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
wszystkie produkty zmieszać razem
1 kostka masła - rozpuścić ,wystudzone zmieszać z suchymi produktami
1 szkl białek
ubić na sztywno i wszystko razem delikatnie połączyć
dodać 1/2 szkl. rodzynek .
Piec 180 C ,40 min.

Tak jak wcześniej ,dzielę ciasto na dwie części i piekę w dwóch tortownicach.

Krem orzechowy

400 ml. mleka
30 dag cukru
40 dag zmielonych orzechów włoskich
40 dag masła (2 kostki)
50 g. spirytusu
Mleko zagotować ,dodać cukier, gotować na małym ogniu 10-15 min do zgęstnienia .Dodać orzechy ,gotować 10 min. ciągle mieszając .Ostudzić .
Masło zmiksować na pulchną masę ,dodawać porcjami wystudzoną masę orzechową ,zmiksować na jednolitą masę , dodać spirytus .

Do nasączenia
ok. 3 szkl. kawy z expresu
50 g. spirytusu
zmieszać

Przekładanie
Ciasto orzechowe podzielić na trzy części .
Makowe na dwie części .
Przekładamy w kolejności : na spód ,

orzechowe,
krem ,
makowe ,
krem ,
orzechowe ,
krem ,
makowe,
krem ,
orzechowe .

Całość-wierzch i boki smarujemy kremem.
Oczywiście w między czasie nasączamy kawą ze spirytusem .Ciasto jest dosyć wilgotne ,dlatego nie należy przesadzić . Górę tortu posypuję startą czekoladą .Wstawić do lodówki na kilka godzin.

Uf... mam nadzieję ,że ktoś to wszystko zrozumie !
Tort doskonale nadaje się do mrożenia , dlatego właśnie piekę dwa mniejsze ,dzielę na połówki albo ćwiartki i w razie niespodziewanych gości jest co na stół zapodać!





Tort toffi.
Przepis odbiega od oryginału ,który dawno temu znalazłam jako dodatek do margaryny.

Ciasto .
50 dag mąki
1/2 szkl. cukru pudru
15 dag płynnego miodu( 3 kopiaste łyżki)
1/2 kostki masła
2 jajka
1 op.cukru waniliowego
1 łyżeczka sody oczyszczonej

Krem śmietanowy
1 l. śmietany 30 albo 36%
5 łyżeczek żelatyny
3 łyżki cukru pudru

Polewa
1 puszka słodzonego mleka skondensowanego

Do dekoracji
10 dag posiekanych orzechów włoskich

Do nasączenia
2,5 szkl. kawy z expresu

Z podanych składników zagnieść ciasto , podzielić na trzy części .Piec w piekarniku nagrzanym do 200 C ,10-12 min. (można upiec dzień wcześniej)
Mleko w puszce wstawić do garnka z wodą i gotować 3 godziny . (Są już gotowce)
Śmietanę ubić na puszystą masę z cukrem pudrem a następnie dodać do niej wcześniej rozpuszczoną żelatynę.
Pierwszy krążek z ciasta włożyć do tortownicy , nasączyć kawą .Na nim rozprowadzić połowę bitej śmietany .
Drugi krążek posmarować 1/3 ilości ugotowanego mleka (toffi) , posmarowaną stroną położyć na śmietanie , nasączyć kawą . Na nim rozprowadzić resztę śmietany .
Trzeci krążek , położyć na śmietanie ,nasączyć kawą ,posmarować resztą toffi ,posypać posiekanymi orzechami .

Ułatwienia .

Radziłabym nasączać ciasto kawą ,kładąc je spodnią stroną do góry ,jest bardziej porowata i łatwiej chłonie kawę.
Wierzchnią warstwę toffi, nakładać malutkimi porcjami , a potem rozsmarować ciepłym nożem.Ciasto po nasączeni jest bardzo miękkie i może się "rozłazić" dlatego tort formuję w tortownicy . Wstawić na kilka godzin do lodówki . Po zdjęciu obręczy tortownicy (wcześniej oddzielić ciasto ,ciepłym nożem od niej ) prezentuję się TAK!
Niestety więcej zdjęć nie udało mi się zrobić ,bo obiekt szybko znikł!
Dla ułatwienia ,zapodaję mój patent na formowanie krążków z ciasta . Są dosyć cienkie dlatego trudno ,by było je w całości przenieść do foremki .
Ciasto dzielę na trzy części .
Na papierze do pieczenia ,formuję krążek wielkości dna od tortownicy ( 27 cm.)
Naklejam na górę ,wcześniej przygotowany okrągły papier do pieczenia Przewracamy na drugą stronę , w ten sposób ciasto można bez problemu przenieść na formę do pieczenia.

SMACZNEGO!

3 marca 2009

Zamiast tv ...

To jest post ,dla widzów o mocnych nerwach... film mnie nie wciągnął ....aparat miałam pod ręką ,zaczęłam nocną sesję. Przyznam się ,że fotograf ze mnie jak z koziej .... trąba . Cyfrówkę posiadam od kilku miesięcy ,a i tak nie wiem co i jak. Hit tygodnia ,tak mnie "wciągnął" ,że z nudów zaczęłam rozpracowywać aparat fotograficzny .Leżąc na kanapie ,trochę na chybił trafił ,wciskałam wszystkie guziczki na nim i robiłam zdjęcia nie ruszając się z miejsca ,zapodaję tylko nieliczne ( film był długi i dużo tego narobiłam) Telewizja ogłupia ...he he he .
Jak dla mnie, aparaty,foto. powinny być trochę prostsze w obsłudze ,w tej chwili i tak nie pamiętam ,które zdjęcie ,w jakiej opcji było robione. . Lata świetlne upłyną zanim go rozpracuję!
Zazdroszczę tym ,którzy to potrafią!!!















24 lutego 2009

Klatka i lustro.


Tak wyglądają teraz , wszystkie odpadki znalazły swoje miejsce . Z drewnianego kręgu, miedzianych listewek i żeliwnego elementu ,powstała klatka np. dla kwiatka. Miedzi nie malowałam ,poczekam aż się utleni i powstanie naturalna patyna .I jak tu coś wyrzucić ? Miedziane listwy przeleżały prawie 20 lat w piwnicy ,to prawie cud,ze nie zaginęły podczas przeprowadzki ! Pobiłam swój rekord w chomikowaniu.





Do klatki ,niedługo zawitają hiacynty .Kiedy w pełni rozkwitają ,mają tendencję do niebezpiecznego przechylania się ,mam nadzieję ,że klatka temu zapobiegnie .



Z ramki , tralki i podstawy ,powstało lustro .



Rama z lustrem ,zamontowana jest na małej toczonej części od karnisza . W ten sposób ,lustro można obracać nie poruszając podstawy, o 360 stopni.



Pytam się męża :Podoba Ci się ? Odpowiada : Ładne ,ale te lilijki harcerskie nie bardzo.


Ręce mi opadły ,"lilijki harcerskie"....... tłumaczę ,ze to o wiele starszy symbol ,o którym może przeczytać np. tutaj . Harcerz się znalazł !




20 lutego 2009

Jak to u mnie, nieraz bywa....


Prowadząc blog ,spotkałam się z wieloma wyrazami sympatii z waszej strony i słowami aprobaty dla mojego modzenia , za co BARDZO DZIĘKUJĘ . Ostatnio dostałam kilka miłych maili , a w nich pytanie , w jaki sposób to wszystko co robię powstaje .
Od zawsze , interesowałam się wystrojem wnętrz ,architekturą ,lubiłam budować i przerabiać.
W czasach szkoły podstawowej , zbudowałam sobie półkę nad biurko . Stwór to był niebywały ,plątanina desek i listewek , ale służył dzielnie przez kilkanaście lat.

Kiedy wprowadziłam się do swojego pierwszego mieszkania ,wyżywałam się przy wyburzaniu ścian , malowaniu, tapetowaniu i przerabianiu mebli. Pamiętam jak metodą prób i błędów , za pomocą starej miotły zrobiłam tzw. "baranka " na ścianie . Co prawda w czasie wykonywania tych " pasjonujących" czynności ,więcej zaprawy wylądowało na mnie , niż na ścianie . Pierwsze efekty przypominały wodospad błotny , aniżeli pożądaną strukturę ,daleko było do ideału .
Pewne remonty ,przeprowadzałam pod wpływem chwili .Razu pewnego mąż wraca wieczorem do mieszkania , a tam brakuje jednej ściany ! ( Dobrze ,że była z bloczków gipsowych ,łatwo i szybko poszło .)

Odkąd zamieszkaliśmy w naszym domu , moja wyobraźnia nie ma ograniczeń ,przestrzeni mam pod dostatkiem. Nie muszę martwić się o miejsce na szlifowanie, przecieranie, cięcie i innego typu czynności ,przy wykonywaniu których jak wiadomo , powstaje nieziemski bałagan.
Na początku robiłam bardziej praktyczne projekty , jak np. barierki i drewniana podłoga na tarasie .
( Tęsknię już za zielenią)



Dumna jestem też z wybudowanej budy dla psa ,porządna z podwójnymi ścianami a pomiędzy styropian 5 .Zdjęć nie będę może pokazywać ,bo nie każdego to zainteresuje .Tak samo jak małej cieplarni ,która powstała pod wpływem chwili ,bo pozazdrościłam sąsiadom pomidorów własnej produkcji.

Właśnie ..."pod wpływem chwili " ,powstaje najwięcej rzeczy . Zdarza mi się zatrzymać na czymś wzrok i nagle pojawia się pomysł, wiem ze posiadam " coś " co mogę dopasować i powstanie "coś" zupełnie nowego . Te moje "olśnienia" mają też swoje złe strony .Kiedy zaczynam biegać po domu ,zbierać przeróżne komponenty zapominam o Bożym świecie. Tylko w styczniu ,zwęgliłam tosty ( zepsuty toster) i przypaliłam masło (spalony garnek ) .Za każdym razem w kuchni szaro od dymu to mało powiedziane! Trzeba było przeprowadzić gruntowne porządki , łącznie z myciem ścian i praniem zasłon.Chyba nigdy nie miałam tak czystej kuchni . Wliczając pylicę po szlifowanie lodówki przed malowaniem ,odwaliłam generalne sprzątanie 3 razy w ciągu trzech tygodni!

A teraz taki mały przykład , jak jeden przedmiot zmienia swoje pierwotne zastosowanie .

Zaczęło się od drewnianego żyrandola w łazience .
Chciałam mieć podobne kinkiety przy lustrze . Szczęśliwym trafem mój M. kupił pięcioramienny ,wybrakowany żyrandol na giełdzie różności ,

Dwa ramiona dołączyły do lustra . Kolejne dwa zamieniły się w świeczniki.


Reszta elementów posłużyła do wykonania nogi dla dziecięcego manekina .Korpus nabyty za grosze w klamociarni .

Zostało ostatnie ,piąte ramię ,plus trochę wszelakiej zbieraniny ,owoc mojego chomikowania. Jeszcze kilka dni temu wyglądało to tak:
Powstał wiszący świecznik.

















Na koniec ,mam dla was mała zabawę z wyobraźnią . Z tych wszystkich rzeczy ,powstaną dwa przedmioty dekoracyjno-użytkowe .Jeśli macie ochotę i jakieś pomysły ,co z nich może powstać ,napiszcie .
Miłej zabawy.
Related Posts with Thumbnails